Minimalizm. Idea czy narzędzie?

Minimalizm początkowo kojarzył mi się z wyrzeczeniami. Pewnie dlatego, że bardzo często traktowany jest powierzchownie jako przeciwieństwo posiadania. W mojej głowie jawił się jako wielkie sprzątanie. Myślałam, że to jest dobre dla tych, którzy odczuwają nadmiar posiadanych przedmiotów, dla bałaganiarzy i „chomików”. Względnie tych, którym przeszkadza nadmiar bodźców, informacji z zewnątrz, decyzji do podjęcia. Wszystko pod hasłem ulepszania życia przez upraszczanie.

„Prostota jest szczytem wysublimowania”.

Leonardo da Vinci

Nie chciałam i nadal nie chcę ograniczać się do otaczania się maksymalnie 100 rzeczami. Z przerażeniem myślałam o wyrzucaniu książek, ubrań, kosmetyków, dodatków, biżuterii i całej masy przedmiotów codziennego użytku. Nijak nie pasowało mi to do mojego ulubionego zagadnienia „mentalności obfitości”. Gryzło mi się to i już. Temat jednak tak często chodził mi po głowie, że postanowiłam sprawdzić „jak to działa”. Zaczęłam wyrzucać przedmioty wg. mnie zbędne. Uznałam, że wszystko to czego nie używałam przez ostatnie 2 lata prawdopodobnie będzie nadal leżało nieużywane (nie dotyczy książek). Dziś nawet nie pamiętam każdej wyrzuconej rzeczy. Nadal otaczam się więcej niż setką rzeczy i pewnie już tak zostanie. Niemniej jednak odczułam pożyteczną stronę minimalizmu. Zmienił się mój stosunek do rzeczy materialnych. Przestałam przechowywać klamoty pod tytułem „to się jeszcze przyda”. Zaczęłam dostrzegać, że przedmioty mają taką wartość jaką ja im nadam. Ich wartość przestała być wyznaczana przez ich cenę. Nieużywany przez 2 lata przedmiot stał się w jednej chwili bezwartościowy bez względu na to ile kosztował.

„Minimalista ceni jakość, a nie ilość, we wszelkiej postaci”.
Leo Babauta

Oprócz tego odgruzowane mieszkanie przekłada się na oczyszczoną przestrzeń duchową, emocjonalną. W uporządkowanym domu żyje się lepiej. Jakaś część nas jest połączona mentalnie z posiadanymi przedmiotami. Oczyszczając swoją przestrzeń życiową oczyszczasz siebie. 

Nie doszłam do magicznej setki. To może nigdy nie nastąpić. Sama idea minimalizmu jest jednak dobrym sposobem na wprowadzenie porządku w swoim życiu. Pozwala dostrzec to co ważne, a co zupełnie zbędne.

„Kluczem do sukcesu jest odgadnięcie tego, co czyni cię szczęśliwym i pozbycie się całej reszty”

Leo Babauta

Minimalizm jako idea, filozofia zakłada, że im mniej mamy tym lepiej nam się żyje. Nie ma parcia na gromadzenie, konsumpcjonizm. Prócz szaf i szuflad porządkujemy też nasze życie towarzyskie, kontakty interpersonalne. I to przyniosło mi więcej pożytku niż samo wyrzucanie starych gratów. Przyjrzałam się dokładanie moim znajomym. Ograniczyłam kontakty z tymi, którzy stawali się dla mnie ciężarem, aż w końcu oni sami uznali mnie za niepotrzebne towarzystwo. Dla tych tzw. toksycznych stałam się zwyczajnie bezwartościowa, bo przestałam godzić się na ich manipulacje. Zyskałam na tym sporą ilość czasu i spokoju ducha.

Ze zdziwieniem i niekłamaną radością obserwowałam jak zmienia się moja postawa wobec obowiązków. Bo i to ulega redukcji pod wpływem minimalizmu. Ujawniła się u mnie taka cecha jak nadmierna odpowiedzialność. Czyli zadziałała „obietnica” tego sposobu na życie – ulepszanie przez upraszczanie. Zmniejszyła się ilość moich oczekiwań wobec siebie i innych, co zaowocowało mniejszą ilością rozczarowań.

Minimalizm sprawił, że otaczam się tym co w danym momencie uważam za najlepsze, a nie tym co łatwo dostępne i niekoniecznie dobrej jakości. No i mam miejsce na nowe i tym razem jeszcze lepsze: relacje, rzeczy, wybory.

„Zbyt wiele możliwości wyboru psuje przyjemność wyboru.”

Katarzyna Kędzierska

Podjęcie się wdrożenia choćby na niewielką skalę zasad minimalizmu musi być świadomym wyborem. Nie powinno się robić tego pod wpływem impulsu.

A już na pewno nie powinno się wyrzucać rzeczy innych domowników.

Nie warto podążać za czymś bo jest np. modne, nie warto zmuszać się do czegoś czego nie poczujesz na starcie. Przymus nikomu nie służy. Nikt nie każe Ci iść drogą której nie czujesz.

Nie musisz identyfikować się z minimalizmem tylko dlatego, że chcesz uporządkować jakiś obszar swojego życia. 

Niech na pierwszym miejscu będzie to kim jesteś a nie to co masz! Niech Twoje wartości, które wyznajesz będą ważniejsze niż to co posiadasz. To musi być świadomy wybór. Zastanów się czego naprawdę potrzebujesz, a dopiero potem usuwaj to co zbędne. Uwierz, że potrzebujesz mniej niż Ci się wydaje.

Zaczniesz postrzegać swoje życie jako bardziej wartościowe, pełniejsze treści a nie zakupów. Paradoksalnie będziesz miał więcej czasu dla siebie i dla tych, na których najbardziej Ci zależy. Pieniędzy też będzie więcej w portfelu bo zaczniesz się zastanawiać przy zakupach czy na pewno potrzebujesz nowej rzeczy i do czego. Jaką potrzebę ma ona zaspokoić? Czy przypadkiem nie wpadłeś w hedonistyczny kołowrót?

Minimalizm jest więc też narzędziem, które łatwo wykorzystać do wyeliminowania ze swojego życia tego co zbędne. Powoli ale skutecznie kształtuje charakter. Pozwala wyłuskać to co istotne dla własnego szczęścia, dla własnej egzystencji.

To wymagająca wysiłku droga. Nie każdy chce próbować. Ja też musiałam dojrzeć do tego, żeby spróbować, sprawdzić co mi to da. Przekonać się sama na sobie, a nie ślepo podążać za tymi, których na początku oceniłam jako propagatorów współczesnej „ascezy”. Patrzyłam na minimalistów jak na pokutujących za grzech konsumpcjonizmu. Jak na ludzi, którzy „poszli” w drugą skrajność.

Dziś ich rozumiem. Nie naśladuję bezrefleksyjnie ale szanuję ich wybór. Doceniam ich wysiłek i wytrwałość. To ich świadomy wybór. Każdy ma prawo do dokonywania własnych wyborów. Nikt nie ma obowiązku dążyć do szczęścia poprzez dobra materialne.

Zatem od każdego z nas zależy jak wykorzysta minimalizm. Czy będzie ona dla Ciebie drogą wiodącą do doskonałości, czy tak jak dla mnie narzędziem do zastosowania we własnym rozwoju.

„Szczęście nasze bowiem jest proporcjonalne do ilości rzeczy, bez których możemy się obejść”.
Leo Babauta – Minimalizm

 

 

 

 

2 Komentarze

  • Minimalizm dobra rzecz. Szczególnie w przypadku bibelotów. Kupisz, przywleczesz do domu a potem stwierdzasz, że masz kolejną rzecz do mycia.

    • Witaj Krysiu.
      „Ze zdziwieniem i niekłamaną radością obserwowałam jak zmienia się moja postawa wobec obowiązków.” Kolejna rzecz postawiona na półce niby ma cieszyć oko a w rezultacie jest kolejnym obowiązkiem, bo nikt nie chce patrzeć na zakurzone figurki, ramki do zdjęć itp. Tym sposobem dokładamy sobie pracy a można ten czas wykorzystać lepiej. Można zaangażować się we własny rozwój, bardziej zadbać o siebie zamiast o przedmioty.

Dodaj komentarz