Perfekcjonizm

Perfekcjonizm powszechnie uważany jest za pożądaną cechę. Kojarzy się z dokładnością, profesjonalizmem, wysokimi standardami, doskonałością. Często jednak przybiera formę patologiczną. Osoby posiadające taką cechę często zapadają na depresję czy nerwicę gdyż usiłują osiągnąć niedościgniony ideał. Odczuwają przymus bycia doskonałymi, przez co sami wyznaczają sobie nierealistycznie wysokie standardy funkcjonowania.

Na szczęście łatwo go samemu u siebie zdiagnozować. Niestety perfekcjonistom trudniej jest nabrać dystansu do siebie. Są zbyt krytyczni dla siebie przez to silniej przeżywają wstyd. Najdrobniejsze niepowodzenie prowadzi do nieadekwatnie wysokiej reakcji na błędy. Mają bowiem silną potrzebę ukrycia swoich braków i niedociągnięć.

Perfekcjonizmowi towarzyszy niezdecydowanie. Gdy istnieje kilka opcji do wyboru perfekcjonista zaczyna się bać, że podejmując jakąś decyzję, wybierając jedno rozwiązanie straci inne opcje. Odkłada podjęcie decyzji w nieskończoność bo nie nie ma pewności, że jest dobra. Takiej pewności nigdy nikt nie ma. Wymagając od siebie samych doskonałych decyzji i działań, blokujemy się. Tkwimy w pułapce. Doskonałości nie da się osiągnąć.

Doskonały jest tylko Bóg! Zaakceptuj to i żyj.

Nie wymagaj sam od siebie 101%. Jeśli zrobisz coś na 90% to i tak małe prawdopodobieństwo, że ktoś zauważy różnicę.

Robienie wszystkiego „pod linijkę” wynika z potrzeby akceptacji. To częste u osób, które były nadmiernie krytykowane. Teraz krytykują same siebie. Nawet nie dopuszczają myśli, że można coś zrobić na przysłowiowe 5 z minusem. Co gorsza tego samego oczekują od otoczenia. Starają się kontrolować każdy aspekt swojego życia i życia bliskich. Boją się, że stracą kontrolę nad sytuacją.

Ciągłe porównywanie się z innymi to kolejna zmora perfekcjonistów. Wszędzie znajdą lepszych od siebie i znów wpadają w dół, że są do niczego. Gdy jednak wypatrzą w ich mniemaniu gorszego od siebie będą próbowali podnieść swoją słabą samoocenę jego kosztem choćby krytykując, wytykając błędy, umoralniając a nawet upokarzając. Wszystko po to aby przez chwilę poczuć się wartościowym człowiekiem. Są tak uzależnieni od opinii innych na swój temat, że wydaje im się, że każdy tylko czeka na pochwałę i ciepłe słowo. Tymczasem fakt jest taki, że spora ilość ludzi puszcza uwagi mimo uszu, to po nich spływa. Nie przejmują się czy zostaną zaakceptowani przez perfekcjonistę czy nie. Wiedzą, że nie muszą. Akceptują sami siebie i nie potrzebują jej ze strony krytykanta.

Unikanie wstydu i upokorzenia. Tego nikt nie lubi. Dla perfekcjonistów to jednak koniec świata. Mają ochotę uciec, schować się. Wolą nie robić nic niż zrobić coś i usłyszeć niepochlebną opinię na temat wykonanej pracy. Ewentualnie odkładają podjęcie działań w nieskończoność. Czyli uprawiają osławioną „prokrastynację”. To nic innego jak brak zaufania do siebie.

W skrajnych przypadkach to natrętne myśli i zachowania obsesyjno-kompulsywne.

To paskudna wada, która wykańcza perfekcjonistę, zżera od środka. Wywołuje poczucie braku zrozumienia, które sprawia że taka osoba sama izoluje się od świata a w konsekwencji cierpi z samotności. Przeżywa więcej rozczarowań niż osoba nie posiadająca tej cechy, bo ma zbyt wysokie oczekiwania wobec siebie i innych. To zwyczajnie męczy, odbiera chęci do działania a nawet sprawia, że plany, cele i marzenia zostaną szybko porzucone, bo będą jawić się jako pasmo porażek, o których perfekcjonista nie chce nawet słyszeć a co dopiero ponosić. Będzie czuł się bezradny, nieszczęśliwy i niemający wpływu na swoją przyszłość.

Długo sama miałam spory problem z przyznaniem się, że mam taką wadę. Czytając takie teksty myślałam sobie „mnie to nie dotyczy”. Wiem przecież, że „nie myli się ten co nic nie robi”, że można bez ujmy na honorze zostać ocenionym na 4 a nie na 5 itd. Wydawało mi się, że im jestem starsza tym mniej interesuje mnie co mówią i myślą o mnie inni. Jednak miałam problem z decyzyjnością. Nie lubiłam okazywać słabości i źle znosiłam krytykę. Odkładanie na ostatnią chwilę też mnie dotyczy. Nie pozostało mi nic innego niż zaakceptować fakt, że mam na tym polu nadal coś do zrobienia. W zasadzie to cała masa moich rozpoczętych i porzuconych projektów to efekt tej paskudnej cechy.

Dokładność =/= perfekcjonizm

Profesjonalizm =/= perfekcjonizm

KAIZEN =/= PERFEKCJONIZM

Bardzo podoba mi się KAIZEN czyli praktyka ciągłego doskonalenia. Choćby dlatego, że aby się doskonalić w myśl tej teorii wystarczy wprowadzać proste zmiany a nie idealne. Nie będę tu pisać o kaizen, bo nie taki jest cel tego artykułu. Jest sporo w sieci na ten temat. Polecam, na prawdę warto przyjrzeć się temu bliżej.

Wracając jednak do perfekcjonizmu i tytułowego uwalniania naszego/twojego/ mojego potencjału. Perfekcjonizm będzie przeszkadzał! Im szybciej zaakceptujesz fakt, że nie masz obowiązku spełniać 120% normy tym lepiej dla wszystkich.

Łatwo się mówi, pozwól sobie na błędy. Zaakceptuj swoją niedoskonałość. To hasła które można przeczytać w każdym poradniku.

Mi pomogło uznanie faktu, że we Wszechświecie panuje ład i porządek. Świat jest taki jaki być powinien. I już! Żadnego doszukiwania się niesprawiedliwości, biedy, oszustw itd. Każdy człowiek jest przedłużeniem Wszechświata, czy jak kto woli dzieckiem Boga a nie samym Bogiem. Moja kontrola i dążenie do nieosiągalnego ideału nie ułatwiały a utrudniały mi życie. Bałam się, że jeśli przestanę coś kontrolować to zapanuje w moim życiu chaos, w którym się nie odnajdę. Nic podobnego się nie wydarzyło. Wręcz przeciwnie, przyszła lekkość, spokój, łagodność.

Nie ma tego napięcia, które mi towarzyszyło. Jestem człowiekiem i mam prawo do ludzkich błędów.  Dzięki takiemu nastawieniu do tematu łatwiej jest „wrzucić na luz”, zrelaksować się.

Perfekcjonizm był kłodą, o którą haczyłam 1 nogą. Z takim obciążeniem mogłam tylko pomarzyć o blogu. Nie opublikowałabym niczego ze strachu, że to co piszę nikomu nie przypadnie do gustu. Jakbym znała gusta wszystkich ludzi 🙂

Bez względu na to czy jesteś na drodze rozwoju osobistego czy duchowego, perfekcjonizm wiele razy zablokuje Twoje przedsięwzięcia.

Uwierz, że Twój potencjał czeka aż go uwolnisz! Zawsze masz wszystko czego potrzebujesz aby zrobić krok na przód. Wszechświat Ci sprzyja.

Nabierz dystansu do siebie. Obiecaj sobie, że każdego dnia będziesz starać się być dla siebie łagodnym.

Wychodząc z perfekcjonizmu nieuchronnie zauważysz u siebie zmiany. Złagodniejesz nie tylko dla siebie ale też wobec innych. Oni to docenią z czasem. Nie walcz na siłę bo znów wpadniesz w sidła kontrolowania.

Uwalnianie się od perfekcjonizmu to krok milowy. To uwalnianie się z roli ofiary. Uwalnianie się z kajdan jakie ciążą na naszych wzorach myślowych.

Im więcej zrobisz dla siebie tym szybciej uwolnią się drzemiące w Tobie pokłady kreatywności, chęci do działania, poprawisz swoje stosunki z innymi ludźmi i z samym sobą. Twój wewnętrzny krytyk częściej będzie milczał.

Perfekcjonizm nie jest do niczego potrzebny. Potrzebny jest jego drugi biegun – dystans do siebie.

Zapisałam kiedyś sobie takie zdanie „Rezygnuję z patologicznego perfekcjonizmu. Przyjmuję łagodność i łaskawość.” Ot taka zamiana.

Życzę Tobie, abyś uwolnił się od tej wady po to by uwolnić swój potencjał!

 

 

 

 

Dodaj komentarz