Prokrastynacja. Odkładanie na później.

Prokrastynacja to tendencja do odkładania wszystkiego na później. To dobrowolne opóźnianie wykonania zadania pomimo świadomości konsekwencji jego odwlekania. Dlaczego to robimy? Wiemy, że pogorszymy swoją sytuację jeśli nie wykonamy zadania na czas, a jednak przekładamy termin realizacji na bliżej nieokreślone „zaraz”, „nie teraz”, „potem”, „później”, „jutro”. Dzieje się tak ponieważ odkładając zadanie na potem czujemy chwilową ulgę. Wizja natychmiastowego działania odchodzi i zastępuje ją poprawa samopoczucia. Z głowy znika presja „muszę to zrobić”. Na jej miejsce pojawia się myśl „później będzie lepszy czas na to zadanie, bardziej korzystny”. Ten lepszy czas to przeważnie jutro, które dzięki tendencji do odkładania łatwo przechodzi w następne jutro i kolejne. W końcu termin nas dogania. Nie ma możliwości przełożenia na jutro. Znika złudzenie, że jutro będzie lepszy czas. Koniec iluzji. Trzeba zrobić dziś, już! Tym razem nie będzie ulgi, będzie stres bo jest mało czasu. Jak jest mało czasu to pojawia się poczucie, że w tak krótkim czasie nie da się zrobić tego poprawnie. Prokrastynator jest cały spięty, nerwowy. Nie będzie nagrody w postaci ulgi z odroczenia. Nie można zająć się czymś innym! Trzeba zrobić to czego nie chciało się dotykać przez ileś dni. Nie ma wymówki „nie było czasu”. On był! Dobrowolnie został skrócony właśnie przez odkładanie. Nad nałogowym odkładaczem wszystkiego na potem wisi wizja konsekwencji niewykonania zadania. Czyli wie, że będzie jakaś kara za niewykonanie. Za nieterminowe wykonanie też będzie kara. Za nieprawidłowe wykonanie też może być kara. Cały sfrustrowany widzi teraz, że nie będzie nagrody. Kara wydawała się jeszcze wczoraj tak odległa. A w ogóle to za jakie grzechy akurat ja mam to robić? Powstaje cały czarny scenariusz. Same kary, żadnej nagrody. Głupie zadanie. Głupi ten co kazał zrobić. W ogóle głupią mam pracę i tylko głupi tam pracują. Zwyczajnie narzeka. Czuje się źle, niekomfortowo ale robi. Czuje to wszystko przed czym chciał się uchronić. Te wszystkie paskudne emocje teraz się ujawniły. Tak właśnie jest. Uciekł przed swoimi emocjami a nie przed zadaniem. Czynność sama w sobie jawi się jako nieprzyjemna ale emocje są jego i to przed nimi uciekał, odkładał na jutro. Teraz stoi pod ścianą. Nie ma jak uciekać.
Wizja kary nierozerwalnie wiąże się z poczuciem porażki. Prokrastynator od początku nie wierzył w powodzenie swojego przedsięwzięcia. Miał poczucie, że szanse na sukces są niewielkie. Bał się porażki więc odkładał zadanie do ostatniej chwili. Dla niego porażka do spadek poczucia własnej wartości. A tego nikt nie chce. Na dodatek wysoko stawia sobie poprzeczkę więc boi się, że nie sprosta swoim wymaganiom. Znacie to? Tak prokrastynator to perfekcjonista! Wszystko ma być idealnie a teraz co? Nie ma czasu na zrobienie tego na tip top. Będzie szybko, będzie jakoś, będzie fiasko, dramat, porażka, będzie źle. Nie dam rady, nie nadaję się do tego. Jestem beznadziejny. Jak ja oddam takie coś? To nie może być ocenione dobrze. Perfekcjonista boi się porażki. Jest tak skupiony na tym jak go ocenią, że może z tego powodu całkowicie zrezygnować z wykonania zadania. Przewiduje, że i tak i tak czeka go porażka, to po co to robić!? Zupełnie traci świadomość faktu, że nie wszyscy oceniają tak surowo jak on. Zapomina, że można coś zrobić na 99% a nie na 120%. Jeśli jest nastawiony na wykonanie zadania w 120% to odbiera sobie prawo do błędu. To kolejny czynnik stresogenny. Obawia się oceny bo założył wykonanie zadania na 120%, jakby zapomniał, że wymaga się od niego 100% a jak zrobi na 80% to najwyżej poprawi. Odczuwa przymus wykonywania wszystkiego w sposób doskonały. 99% jawi się mu jako partanina, żenująco słabe, nie dość dobre by pokazać światu. W związku z czym nawet jeśli jego zadanie zostanie przyjęte jako wykonane prawidłowo może ominąć go satysfakcja. Bo zamiast niej poczuje tylko ulgę. „Uff udało się”. Nie ma tu miejsca na zadowolenie z siebie. To było trudne ale dałem radę. Czuje niedosyt przez to co sam wyprodukował w swojej głowie. Tak bardzo obawiał się kary, że tylko ulżyło mu, bo go nie dotknęła. Nie ma nagrody w postaci satysfakcji z dobrze wykonanego zadania. Najważniejsze, że ma to za sobą. Nie widzi ile pracy, wysiłku włożył w zadanie, bo przysłoniły mu to czarne wizje nadchodzących konsekwencji. Nie wie jak zdolnym jest człowiekiem bo nie wierzy w siebie. Odkładał bo bał się, że sobie nie poradzi, bał się porażki. Od początku zakładał, że coś pójdzie nie tak. Nie wierzył, że może to zrobić w każdej chwili, więc odraczał aż do „ostatniej chwili”. Tu pojawia się pytanie na które prokrastynator sam powinien sobie odpowiedzieć. Dlaczego nie wierzyłeś, że zrobisz to najlepiej jak potrafisz? Ktoś zlecił Ci wykonanie tego zadania bo uznał, że jesteś do tego odpowiednią osobą. Czyli wierzył, że się wywiążesz. Wierzył w Ciebie! Niestety bardziej niż ty sam. Nie wierzyłeś w siebie bo kierujesz się przekonaniem, że wszystko co robisz musi być zrobione idealnie, perfekcyjnie. To nierealne wymaganie wobec siebie!

Kontrola. Samowyzysk.

Chcesz mieć pod kontrolą każdy element dotyczący zadania. To jest niemożliwe. Masz kontrolę tylko nad tym co ty sam robisz. Nie wiesz jak ocenią Cię inni. Nie wiesz co się stanie jak wykonasz zadanie na 98%. Nie wiesz jak zareagują inni. Z góry zakładasz, że nikt tego nie doceni. Dzieje się tak bo to TY nisko oceniasz siebie, TY nie doceniasz swojej pracy, swojego zaangażowania. Jednocześnie boisz się, że jak ktoś Cię doceni, zauważy to zacznie zlecać Ci jeszcze trudniejsze zadania. Tkwisz w błędnym kole! Tak bardzo boisz się porażki, że odbierasz sobie szansę na sukces w dziedzinie, którą się zajmujesz. Widzisz teraz jak wiele zależy od Ciebie? Jak wiele możesz zrobić dla siebie dając sobie przyzwolenie na drobny błąd. TAK błędy są dopuszczalne. Na błędach człowiek się uczy. Przecież prokrastynator to wie. Zna to ale nie traktuje poważnie, bo nazbyt poważnie traktuje siebie. On wie lepiej, on „wie” że 1 błąd przekreśla całą pracę, cały wysiłek. Daje z siebie 120% a 1 błąd to jakieś 1% mniej i co…119% normy to dla niego bubel. On stworzył bubel. Pan idealny nie jest już zadowolony z siebie. Ma się za partacza. Dał z siebie więcej niż oczekiwano i nadal czuje się nie dość warty by wykonywać takie zadania. Ma się za nieudacznika. Ocenił całego siebie na podstawie tego co roiło się w jego głowie. Zadanie to nie TY. Osoba, która ocenia Twoją pracę ocenia tylko ją – nie Ciebie całego. Nawet jeśli Twoja robota ląduje w śmietniku to nadal ona a nie ty jako istota. TY masz możliwość poprawienia błędów wykonanych w pracy. Nie jesteś saperem nie zginiesz na miejscu od 1 błędu. Inni też raczej nie ucierpią. Świat się nie zawalił. Zawaliło się Twoje poczucie wartości. Nawet jeśli Twój szef jest perfekcjonistą TY nie musisz. Nawet jeśli ocenił Ciebie to nadal nie jest powód do tego abyś TY wyzywał siebie w myślach od nieudaczników. Jesteś zdolnym człowiekiem tylko tego nie widzisz.

Podziel zadanie na etapy

Odkładałeś zadanie na jutro tak długo, że potem musiałeś wykonać je całe na raz. Gdy zadanie wymaga nakładu czasu i energii podziel je na etapy. Zrób część i zajmij się czymś przyjemnym, potem znów zadanie i znów przyjemność. Będziesz je robił dłużej ale zrobisz bez presji goniącego czasu. Nie da się robić dużo, szybko i perfekcyjnie. To nierealne a tego właśnie wymaga od siebie prokrastynator, perfekcjonista. Wymusza na sobie zrobienie czegokolwiek, w krótkim czasie za pierwszym podejściem i to na 120%. Daj spokój nie jesteś zaprogramowanym robotem. Mając więcej czasu masz poczucie, że ogarniesz, poradzisz sobie, nie jest tak źle jak się zdawało. Jest też wtedy miejsce na błąd, bo masz w razie co czas na jego poprawę. No na koniec masz świadomość, że zrobiłeś to dobrze. Masz to-swoje dzieło w swoich rękach. Jest wykonane na czas, jest wykonane na 100% czyli bardzo dobrze więc zero presji. Lęk przed oceną spada do minimum. Masz poczucie, że zrobiłeś dobrą robotę. Masz satysfakcję. Udało Cię się to czego się tak obawiałeś. Jesteś perfekcjonistą więc zapewne i tak wykonałeś zadanie na 110% a powyżej 100 i tak nikt nie widzi różnicy. Dałeś z siebie więcej niż potrzeba. Tak na prawdę nikt nie wie czy dałeś z siebie 80% czy 120%. Ta poprzeczka jest w Twojej głowie. Twój szef przyzwyczaił się, że dajesz powyżej 100, więc i 101 będzie ok, a między 101 a 99 różnica jest niezauważalna więc… Nikt oprócz Ciebie nie wie, że coś się zmieniło. Ty wiesz, że całymi latami pracowałeś w stresie bez potrzeby. On w końcu osłabnie a ty będziesz się zastanawiać po co tak sobie utrudniałeś życie, po co wyzyskiwałeś siebie. Znów stwierdzisz, że byłeś głupcem. Dawałeś z siebie nieadekwatnie do zysków. Satysfakcja to też twój zysk. Ulga to krótkotrwała ucieczka.

Prokrastynacja przejawia się we wszystkich dziedzinach życia

Warto pomyśleć o sobie w bardziej przychylny sposób. Zamieściłam przykład pracownika, ale skłonność do prokrastynacji przejawia się w wielu dziedzinach naszego życia. To że boisz się podejść do kobiety i odwlekasz ten moment to ten sam mechanizm. Boisz się, że Cię odrzuci, że źle wypadniesz itd. Produkujesz czarne scenariusze ze strachu. Nie wiesz co ona zrobi a już się jej boisz. Nawet jeśli Ci odmówi to żaden dramat. To że odmówiła jedna nie znaczy, że inne zrobią to samo. Tak na prawdę nie wiesz dlaczego nie przyjęła twojego zaproszenia. Nie musi Ci się tłumaczyć. A ty nie możesz myśleć, że to z tobą coś nie gra. Nie doszukuj się swojej winy w cudzym zachowaniu. Ona miała prawo odmówić i skorzystała z niego. Koniec. Żadnego wiercenia sobie dziury w brzuchu i wywlekania swoich urojonych braków.

Prokrastynacja to nawyk!

Skoro prokrastynacja jest nawykiem, to znaczy, że można coś z tym zrobić. Wierzę, że w każdym człowieku tkwi nieurzeczywistniony potencjał. Praca nad zmianą tego szkodliwego na dłuższą metę nawyku wymaga od prokrastynanta sporej motywacji. Początki nie są łatwe ale z czasem doceni siłę jaką czerpie się z satysfakcji płynącej zarówno z wykonanego zadania jak i wzrastającej pewności siebie. Uwierz, że dasz radę zrobić to bez spiny. Nie jesteś jakimś wyjątkiem. Wikipedia podaje, że to problem 80% polek i 85% polaków. Można wyrobić w sobie nowy nawyk. Nie jesteś zaprogramowanym robotem. Sam podejmujesz decyzję czy zostajesz przy starym, automatycznym zachowaniu czy uczysz się nowego, korzystniejszego sposobu. Przyznaj sam przed sobą, że masz taki NAWYK. Nie jesteś cały do niczego, masz nie najlepszy nawyk. Opracowano metody/techniki pomocne w wyzbywaniu się prokrastynacji. Zamieszczam poniżej link do filmiku, który w przystępny sposób pokazuje 3 techniki na wyjście z błędnego koła prokrastynacji.

JAK PRZESTAĆ ODKŁADAĆ NA PÓŹNIEJ? 3 TECHNIKI NA PROKRASTYNACJĘ .
Z kanału PRZECIĘTNY CZŁOWIEK.
https://www.youtube.com/channel/UCvKfGIypN4J6zbvrOxpc7ZQ

Prokrastynacja nie jest lenistwem

„Zdolny ale leń”. To z boku może tak wyglądać, że komuś nie chce się czegoś robić. Różnica polega na tym, że leń czerpie przyjemność z nic nie robienia. Jemu jest dobrze gdy można coś odwlec albo zrobić niezbędne minimum i mieć z głowy. Osoba z nawykiem prokrastynacji chce wykonać zadanie a mimo to odkłada je. Odczuwa chwilową ulgę a potem pojawia się stres, niepokój, nerwowość i wyrzuty sumienia. Jedna krótka ulga a potem fala nieprzyjemnych emocji. Czuje się sfrustrowany. Leń natomiast cieszy się, że ma wolne.

Asertywność też się przyda

Chwilę zastanawiałam się czy wspominać w tym artykule o asertywności. Zdecydowałam, że to zrobię bo już sama prokrastynacja jest kłopotem szargającym nasze nerwy. W połączeniu z brakiem asertywności to strzelanie sobie w stopę. Perfekcjoniście zależy na swoim wizerunku. Zatem niejednokrotnie podejmie się zadania, którego nie chce robić tylko po to, żeby udowodnić „światu” że dorównuje wygórowanym standardom. Przyjmuje zadanie bo nie umie odmówić, a w duchu nie jest pewien czy mu sprosta więc odkłada jego wykonanie na ostatnią chwilę. Na szczęście asertywności też można się nauczyć. Żaden przypadek nie jest beznadziejny. Z prokrastynacją czy bez niej asertywność jest przydatna.

Prokrastynacja to autosabotaż

Zachęcam do działania. Prokrastynacja to autosabotaż. Sam sobie utrudniasz życie. Mi natomiast zależy abyś miał coraz lepsze życie, żebyś poprawił jego jakość. Po to stworzyłam ten blog, żeby podzielić się tym co mi pomogło i nadal pomaga. Zrobienie jednego małego kroku w stronę realizacji zadania to początek, który niejednokrotnie okazuje się najtrudniejszą częścią. Jak już zaczniesz to reszta pójdzie Ci łatwiej. Prokrastynacja jest niekomfortowa a jednak stosowana przez wielu.

Nie odkładaj na później! Zacznij uwalniać swój potencjał choćby drobnymi, małymi krokami a w końcu zobaczysz, że przeszedłeś kawał drogi.

„Kiedyś” to choroba, która każe nam zabrać wszystkie nasze marzenia do grobu.”

– Tim Ferriss

1 Komentarz

Dodaj komentarz